Weszłam szybko do mieszkania , rzuciłam torbę na stół , ubrałam luźne dresy i usiadłam na wysokim krześle w kuchni . Wyjęłam z kieszeni telefon , odblokowałam go i zadzwoniłam do Amber .
- Cześć Acacia , nie uwierzysz .
- Co się stało ?
- Pewnej kobiecie spodobały sie nasze suknie . Chciała abyśmy uszyły więcej , na nasz pokaz .
- Żartujesz ?! - przeniosłam swoje ciało do pozycji stojącej - jak ty to ..
- Nie ważne . Teraz opowiadaj ty .
- Nie wiem o co ci chodzi Am
- Nie udawaj . Widziałam dziś Marco . Był taki zadowolony .
- Aaa no tak . Zaprosił mnie na ślub tego ... Lewandowskiego ! Tak , właśnie jego . Przychodzi dziś do mnie - ucieszyłam się - WŁAŚNIE ! Amber , kończę . Przecież on za chwilę będzie , a ja jestem w dresach !
- Rozumiem . Bawcie się dobrze zakochańce - nie zdążyłam nic powiedzieć , a już usłyszałam dźwięk przerwanego połączenia .
Przeszłam z kuchni do pokoju . Otworzyłam szafę , kiedy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi .
- Marco . - uśmiechnęłam się - przepraszam , ale kompletnie zapomniałam o naszym spotkaniu .
- Nic nie szkodzi - powiesił bluzę na wieszaku - nawet w dresach wyglądasz prze słodko .
Moje policzki automatycznie zrobiły się czerwone . Zaprowadziłam blondyna do salonu i usiadłam na przeciwko niego .
- A więc - zaczął - ślub jest w tą sobotę .
- I myślisz , że znajdę sobie w tak krótki czas sukienkę ? - zapytałam .
- Przecież ci mówiłem , że nawet w dresach wyglądasz słodko .
- Reus , ja mówię poważnie - wstałam - Robię naleśniki , chcesz ?
- Ja bym nie chciał .
- Nie usiądziesz ze mną ? - siedziałem sam przy sole . Odpowiedziała mi cisza .
Acacia ciągle krzątała się a o po kuchni , a to po pokoju czy łazience . Wstałem więc założyłem bluzę i krzyknąłem .
- okej , jak chcesz . Już sobie idę !
Nagle poczułem silne uderzenie . Spotkanie ze ścianą było bardzo bolesne . Odwróciłem się ,i ujrzałem przed sobą dziewczynę .
- Acacia , to bolało - złapałem kosmyk jej włosów .
- No i tak miało być - wytknęła mi język . - Nigdzie nie wychodzisz !
Zaczęła mi uciekać . Pobiegłem za nią , złapałem , i przyciągnąłem do siebie . Słodko dyszała ze zmęczenia . Nachyliłem się nad nią i w pewnym momencie ... puściłem na łóżko . Opadła ciężko , a ja zamiast martwić sie , czy nic jej się nie stało , zacząłem ją gilgotać . Śmiała się i piszczała . Dosłownie , piszczała .
- Na prawdę już późno - przestałem na chwilę .
- No i co - zrobiła minę nieszczęśliwego pieska .
- I to , że przyjdę tu rano . - uśmiechnąłem się - przecież mieszkamy obok siebie .
/ Przepraszam ze taki krótki . Mam wrażenie że niepotrzebnie się produkuję . Także proszę , jeżeli przeczytałeś / łaś . Skomentuj .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz