środa, 8 stycznia 2014

rozdział 3

Weszłam szybko do mieszkania , rzuciłam torbę na stół , ubrałam luźne dresy i usiadłam na wysokim krześle w kuchni . Wyjęłam z kieszeni telefon , odblokowałam go i zadzwoniłam do Amber .
- Cześć Acacia , nie uwierzysz .
- Co się stało ?
- Pewnej kobiecie spodobały sie nasze suknie . Chciała abyśmy uszyły więcej , na nasz pokaz .
- Żartujesz ?! - przeniosłam swoje ciało do pozycji stojącej - jak ty to ..
- Nie ważne . Teraz opowiadaj ty .
- Nie wiem o co ci chodzi Am
- Nie udawaj . Widziałam dziś Marco . Był taki zadowolony .
- Aaa no tak . Zaprosił mnie na ślub tego ... Lewandowskiego ! Tak , właśnie jego . Przychodzi dziś do mnie - ucieszyłam się - WŁAŚNIE ! Amber , kończę . Przecież on za chwilę będzie , a ja jestem w dresach !
- Rozumiem . Bawcie się dobrze zakochańce - nie zdążyłam nic powiedzieć , a już usłyszałam dźwięk przerwanego połączenia .
Przeszłam z kuchni do pokoju . Otworzyłam szafę , kiedy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi .
- Marco . - uśmiechnęłam się - przepraszam , ale kompletnie zapomniałam o naszym spotkaniu .
- Nic nie szkodzi - powiesił bluzę na wieszaku - nawet w dresach wyglądasz prze słodko .
Moje policzki automatycznie zrobiły się czerwone . Zaprowadziłam blondyna do salonu i usiadłam na przeciwko niego .
- A więc - zaczął - ślub jest w tą sobotę .
- I myślisz , że znajdę sobie w tak krótki czas sukienkę ? - zapytałam .
- Przecież ci mówiłem , że nawet w dresach wyglądasz słodko .
- Reus , ja mówię poważnie - wstałam - Robię naleśniki , chcesz ?
- Ja bym nie chciał .


- Nie usiądziesz ze mną ? - siedziałem sam przy sole . Odpowiedziała mi cisza .
Acacia ciągle krzątała się a o po kuchni , a to po pokoju czy łazience . Wstałem więc założyłem bluzę i krzyknąłem .
- okej , jak chcesz . Już sobie idę !
Nagle poczułem silne uderzenie . Spotkanie ze ścianą było bardzo bolesne . Odwróciłem się ,i ujrzałem przed sobą dziewczynę .
- Acacia , to bolało - złapałem kosmyk jej włosów .
- No i tak miało być - wytknęła mi język . - Nigdzie nie wychodzisz !
Zaczęła mi uciekać . Pobiegłem za nią , złapałem , i przyciągnąłem do siebie . Słodko dyszała ze zmęczenia . Nachyliłem się nad nią i w pewnym momencie ... puściłem na łóżko . Opadła ciężko , a ja zamiast martwić sie , czy nic jej się nie stało , zacząłem ją gilgotać . Śmiała się i piszczała . Dosłownie , piszczała .
- Na prawdę już późno - przestałem na chwilę .
- No i co - zrobiła minę nieszczęśliwego pieska .
- I to , że przyjdę tu rano . - uśmiechnąłem się - przecież mieszkamy obok siebie .


/ Przepraszam ze taki krótki . Mam wrażenie że niepotrzebnie się produkuję . Także proszę , jeżeli przeczytałeś / łaś . Skomentuj .

niedziela, 5 stycznia 2014

rozdział 2

- Wybacz , ale ty też powinnaś uważać - wyciągnął rękę w moim kierunku .
- Daruj sobie - szybko wstałam -ej zaraz - spojrzałam na najwyraźniej drzwi jego mieszkania . - nie wiedziałam że tu mieszkasz .
- Może dla tego że rano wychodzę do pracy , a wracam wieczorem ? - zaśmiał się - jutro będę po garnitur - rzucił na odchodne i zaraz zniknął za filarem wieżowca .
- palant - szepnęłam cicho i przekręciłam zamek , aby wejść do mojego cichego zakątka . Rzuciłam klucz na drewniany stoliczek i skierowałam się w stronę łazienki . Wzięłam długą kąpiel z aromatem zielonego jabłka po męczącym dniu . Owinęłam  mokre ciało ręcznikiem , przeczyściłam twarz mleczkiem do demakijażu , przebrałam piżamę i usiadłam na miękkiej kanapie po drodze włączając telewizor .


Wyszedłem z bloku , jak najszybciej mogłem . Wsiadłem w samochód i ruszyłem prosto pod dom Lewandowskiego . Zapukałem mocno i po chwili sam , wszedłem do mieszkania .
- Robert ! - krzyknąłem - Gdzie ty do cholery jesteś ?!
Usiadłem na ogromnej kanapie , kiedy nagle przed moimi oczami ukazała się urocza przyszła Lewandowska . Była owinięta tylko ręcznikiem . Odprowadziłem wzrokiem jej jeszcze wilgotne ciało i ujrzałem tylko jak znika w progu kuchni . Zaraz za nią wyszedł mój kumpel zakładający po drodze koszulkę i buty . Wstałem przeciągając się .


- Stary , ty na pewno chcesz sie żenić ? - wziąłem duży łyk kawy .
- No chyba tak - spojrzał się na filiżankę - przecież sam widziałeś jaka ona jest . W dodatku ten charakter .
- No tak , jest piękną kobietą .- uśmiechnąłem się - a jeżeli jesteśmy już przy temacie kobiet , to ostatnio poznałem jedną .
- Tak ? -  zaciekawił sie - jaka jest ?
- Nie wiem Lewy , do cholery nie wiem .- uderzyłem lekko pięścią w stół - znam ją w sumie tylko z widzenia . Ale jest idealna . Na razie jest kobietą od mojego garnituru , ale zobaczysz . Niedługo będzie matką moich dzieci .


Przetarłam rękoma zaspane oczy , spojrzałam na zegar , który wskazywał godzinę 7 : 00 . Miałam 2 godziny do pracy , więc powoli zmierzałam w kierunku łazienki . Wyprostowałam włosy , zrobiłam makijaż a na koniec  ubrałam gotowy zestaw ciuszków  . Umyłam jeszcze tylko zęby , wzięłam torbę i wyszłam z mieszkania . Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę starbucksa . Zamówiłam 2 kawy i pojechałam prosto pod miejsce pracy .
- Jestem ! - krzyknęłam kładąc ciepły napój na stole . - Witaj Amber .
- Witaj Acacia - Dziewczyna uśmiechnęła sie promienie - za pół godziny powinien być tu Marco .
- Wiesz - zwinnie przewróciłam kartkę gazety VOGUE - Ten facet mieszka w tym samym bolku , co ja .
- Ooo, to chyba dobrze co ?
- Wczoraj dostałam od niego drzwiami - zamknęłam czasopismo - no trudno , zabierzmy się do roboty . Masz przygotowany ten garnitur ?
- Tak , tak . Leży tam - wskazała palcem na czarny pokrowiec - Acacia ?
- Tak Amber ? - Wbiłam igłę w kawałek materiału .
- Mam spotkanie z nową klientką . Czy mogła bym cię tutaj dziś zostawić samą ? - uśmiechnęła się przepraszająco .
- Oczywiście . - sięgnęłam po nożyczki - ale po spotkaniu , robisz sobie dziś wolne .
- Naprawdę ? - była zdziwiona - Dziękuję - ucałowała mój policzek - No to na razie !
- Leć już wariatko - przecięłam wystającą nitkę chichocząc .
Czas leciał szybko . Kończę już sukienkę na wystawę . Ale , gdzie jest do cholery on ?
             

- Czy mogę już zabrać mój garnitur sąsiadko - szepnął blondyn stojąc za mną .
Podskoczyłam lekko , gdyż nie słyszałam by ktoś wchodził . Otrząsnęłam się i skierowałam wzrok  na fotel , na którym była rzecz już mojego klienta .
- Jasne - podeszłam do pokrowca , chwyciłam i podałam Reusowi , bo tak miał na nazwisko . Chyba .
Kiedy miał juz wychodzić , odwrócił sie i zadał dość dziwne pytanie .
- Hej Acacia . Poszłabyś ze mną na ślub Roberta Lewandowskiego - uśmiechnął się , jak gdyby nigdy nic .
- Marco  , nie wiem od kiedy przeszliśmy na Ty , i proszę cię - popatrzałam na blondyna - nie żartuj sobie ze mnie .
- Ja nie żartuję - mówił dalej - chce po prostu , żeby wszyscy zazdrościli mi partnerki .
- Oj Reus  , Reus - zaśmiałam się  - dobrze pójdę . To kiedy , gdzie , która godzina ?
- Wpadnę dziś do ciebie , dobrze ? - przybliżył się do mojego ciała o 2 lub trzy centymetry .
- Niech będzie - odepchnęłam go lekko - ale teraz już spadaj - wytknęłam mu język .


niedziela, 22 grudnia 2013

rozdział 1

Mieszkam w Dortmundzie w sumie już rok . Nie znam tego miejsca jeszcze tak dobrze , ale podoba mi się tutaj . Wcześniej mieszkałam w Anglii . Czemu się przeprowadziłam ? Znalazłam tutaj pasję , hobby . Co to takiego ? Interesuję sie modą . Prowadzę swój własny zakątek , gdzie projektuje .
- Acacia , dziewczyno , ta sukienka ma być na jutro , a jesteśmy dopiero na samym początku . Obudź się .- Amber pomachała mi dłonią przed oczami .
- Dobrze już dobrze . - upiłam łyk kawy i wzięłam do rąk dość spory kawałek materiału - Nie mamy więcej tego koloru ? Sprawdź to .
- Tak jest szefowo  - wspólniczka prychnęła cicho i  wybiegła na zaplecze . Ja w tym czasie usiadłam na wysokim krześle przed ladą , przy której obsługujemy klientów . Nagle po pomieszczeniu rozległ się hałas malutkiego dzwoneczka zawieszonego na drzwiach . Oznaczało to , że ktoś znów chce skorzystać z naszych usług . Młody blondyn zaczął rozglądać się i najwyraźniej szukał eleganckiego wdzianka .
- Czy mogę w czymś pomóc ? - zapytałam grzecznie . Mężczyzna nieco przestraszony spojrzał się na mnie .
- Tak - odpowiedział stanowczo - potrzebuje garnituru .- tak myślałam . Podniosłam się i malutkimi kroczkami zbliżałam się do manekina .
- A więc szyty na miarę ? - podniosłam brew a kąciki ust automatycznie podniosły się , tworząc uśmiech .
- w sumie nie bardzo . - zwinnie przeczesał ręką włosy . - mam jeszcze dużo czasu do tego zamieszania , które powoduje że muszę kupić to coś , ale jednak chce go już .
- W wyborze , pomoże panu moja asystentka , ja niestety mam strasznie dużo pracy . - Amber dosłownie wbiegła między nas i zaprowadziła blondyna do " królestwa garniturów " .


- Całkiem przystojny - stwierdziłam wypijając już chyba 4 kubek kawy . Zabrałam klucze z ogromnego szklanego stolika , i razem z Amber kierowałam sie do wyjścia .
- Marco ? Przeciętny ..
- Skąd znasz jego imię ? - zamknęłam drzwi budynku i wrzuciłam metalowy przedmiot do torebki .
- Przecież to słynny piłkarzyk borussi . -przyjaciółka spojrzała na mnie dziwnie . - mieszkasz tu od dwóch lat i nie wiesz kim on jest ?
- Po pierwsze mieszkam tu od roku . - zgromiłam ją wzrokiem - a po drugie , jestem cały czas zajęta .
- Ej , Słonko . - uśmiechnęła się - ja cały czas się zastanawiam . Jesteś taka piękna , czemu jeszcze nie masz drugiej połówki ?
- Amber ! - przystanęłam na chwilę - Powiedziałam ci już , że nie mam czasu na takie coś jak miłość . Mam wymarzona prace i nie chce jej stracić , rozumiesz ? - wypowiedziałam to lekko zirytowana .
- Wiesz co ?! - najwyraźniej była zła - Mam dość . Czasami zastanawiam się , czy w ogóle masz uczucia !
Szybko pobiegła w stronę swojego miejsca zamieszkania . Ja zaś , księżniczka obrażona na cały świat , odwróciłam się i cicho stąpałam po mokrym od porannego deszczu chodniku .

- Znowu ty ?! - krzyknęłam masując się po najbardziej obolałym miejscu po upadku .

bohaterowie

                      acacia brinley (20 l. ) 


                                       
              amber muller - ( 21 l. )



marco reus - ( 24 l. )